niedziela, 21 grudnia 2014

Naturalna szlachetność

- Przyjaciele, spisaliście się na medal - Wasyl patrzył na prężący się przed nim Zespół Portretowy. Wielki Koniuszy głośno wypuścił powietrze, a były już Kanclerz szeroko się uśmiechnął. Nawet Pierwszy Wojewoda jakby urósł i zaczął bardziej przypominać samego siebie.

- Ten pomysł z Cesarskim Glejtem Familijnym był najwyższej próby. I ta zapowiedź, że jeszcze przed elekcją do cesarskich przywilejów dołożymy królewskie, że w skarbcu jest już na to odłożonych 150 tysięcy dukatów... - zachwycał się dalej. - A ta rodzina, której mogłem w asyście kronikarzy wręczyć pierwszy w królestwie Glejt... I te obrazki w komiksach, ja wśród ludzi, którzy są mi wdzięczni... Który z was to wszystko wymyślił i zorganizował?

Członkowie Zespołu Portretowego jak na komendę zrobili krok do przodu.

- Ja! - zawołali chórem.

Wasyl popatrzył na nich badawczo.

- Aha. Rozumiem, że wszyscy po trochu i zasługi są jednakowe.

Wielmożowie spojrzeli po sobie. W każdym z nich chęć wybicia się ponad pozostałych stoczyła krótką walkę z instynktem samozachowawczym i przegrała. Król mógł przecież wiedzieć, że nie wszyscy kronikarze dali się nabrać na przedstawienie. Że Maćko z Wróblańca opowiada w karczmach, jak przygotowania do uroczystości opóźniły o dwa miesiące wydawanie Glejtów dla mieszkańców Gryflandii. Że ten wręczony w blasku karbidówek wcale nie był pierwszy.

Mógł wiedzieć i zacząć zadawać niewygodne pytania.

- Tak, Wasza Miłość - tercet zabrzmiał mniej donośnie.

- To dobrze, bo mam dla was zadanie. Macie sprawić, by podczas Gwiazdki lud mówił o mnie „Wasyl Szlachetny”. A przynajmniej, żeby tak mnie nazywali kronikarze w komiksach. Wiadomo, gdzie trzy mądre głowy, tam niejedna ścięta.

Członkowie Zespołu zaśmiali się niepewnie. Królewskie poczucie humoru było słynne nawet poza granicami Gryflandii. Uczeni w piśmie określali jego dowcipy jako „chwytające za gardło”.

* * *

Na stoliku wsuniętym w najgłębszy kąt bocznej sali karczmy „Pod Trębaczem” stało sześć pustych kufli i trzy w połowie pełne. Ale Zespół pomysłów wciąż nie miał.

- Gdyby chodziło o to, że król po prostu będzie szlachetny, a kronikarze to skomiksują, to przecież nie kazałby nam się tym zajmować we trzech - trochę wolniej niż zwykle przemówił Wojewoda. - Podręczna wezwałaby tę całą hałastrę i tyle. Tu musi być jakiś hak.

- Ty nam nie objawiaj oczywistości - zirytował się Kanclerz, a raczej już Prezydent. - Wiadomo, że jest hak. Ty kombinuj, gdzie on jest.

- Czekajcie - odezwał się milczący dotąd Koniuszy. - Chyba coś mam. Król powiedział, że chce, żeby o nim mówili „Wasyl Szlachetny”. Mówili. To nie znaczy, że chce być szlachetny...

Wzrok Prezydenta mówił: „czy on na pewno pił to samo co my?”. Oblicze Wojewody wyrażało jakąś podobną myśl.

- Nie rozumiecie? Przecież dla króla być szlachetnym to mniej niż splunąć. Idzie Gwiazdka, mógłby kupić każdej ubogiej wdowie okazały prezent pod choinkę i nawet nie zauważyć, że ma w sakwie mniej dukatów. Ale on tak nie chce. On chce, żeby go nazywali „Wasyl Szlachetny” bez kupowania paczek.

- Znaczy jak? - zdziwił się Prezydent. - Mają go nazywać szlachetnym, chociaż poskąpi na prezenty? Toś nam rozwiązanie podsunął. Nalać z próżnego!

- Niekoniecznie, niekoniecznie - na twarz Wojewody wrócił uśmiech. - Problem trzeba odwrócić. Będą prezenty, tylko król nie będzie za nie płacił. Ty, Koniuszy, to masz jednak nie tylko brzuch, ale też całkiem niezły łeb.

* * *

- ...i w ten sposób Najjaśniejszego Pana nie będzie można nazwać inaczej jak Szlachetnym - dokończył Wielki Koniuszy.

Uśmiechnięty od ucha do ucha Wasyl bębnił palcami w oparcie fotela tronowego.

- Całkiem nieźle, całkiem nieźle. Zreasumujmy. Mam tradycyjnie przyznać niższym urzędnikom po dukacie świątecznej premii, po czym ogłosić, że Zamek przyłącza się w tym roku do akcji rozdawania Szlachetnych Pakunków, organizowanej przez Klan Ofiarnych Pomocników. I że dobrowolna składka wynosi dukata. A jak nie dadzą?

- Wasza Szlachetność raczy żartować - Prezydent roześmiał się sztucznie. Pozostali dwaj zawtórowali. - Żeby nie dać, trzeba mieć. A zrzutka będzie bezgotówkowa. Dukaty z premii pójdą bezpośrednio na zakup Szlachetnego Pakunku. Przecież nie będziemy podejrzewać żadnego urzędnika o to, że skąpi na pomoc ubogim!

- A przekazania zamkowego Pakunku dokona osobiście Najjaśniejszy Pan - uzupełnił Wielki Koniuszy. - Pierwszy Wojewoda pomoże, do delegacji dobierzemy przewodniczącego Rady Unii, w końcu nasz człowiek, a tam też trzeba dbać o dobre imię. Nawet nie będziemy musieli specjalnie wzywać kronikarzy, bo oni i tak zawsze są przy tej zbiórce. Szlachetność Waszej Wysokości będzie zupełnie naturalna. Zostaje tylko jeden, drobny kłopot...

Wasyl przestał się uśmiechać. Lewa brew lekko mu zadrżała.

- Zamkowi urzędnicy mogą odnieść wrażenie, że nic nie dostali na Święta - dokończył trochę bledszy Koniuszy. - I może im być przykro.

Na twarzy Wasyla uśmiech pojawił się ponownie. Jeszcze szerszy niż wcześniej.

- Moje wy dobre chłopaki, o to już zadbałem sam. Przy administracyjnym skrzydle kazałem ustawić wielką choinkę z kolorowymi, świecącymi ozdobami. Urzędnicy mogą ją podziwiać i cieszyć się Gwiazdką. Oczywiście wieczorem, po pracy, bo w dzień zapalanie lampek i tak nie ma sensu. Po godzinach urzędowania pies z kulawą nogą tam nie zagląda, więc mają szansę  w całkowitym spokoju napawać się atmosferą Bożego Narodzenia. Czy może być lepszy prezent?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz