niedziela, 22 marca 2015

Paragraf zero

- Jes, jes, jes - Wasyl nie wiedział, co to znaczy, ale wiedział, że pasuje do sytuacji. - Nareszcie mam pretekst, żeby wywalić z Zamku tego wielbiciela zrujnowanych szop.

- A bez pretekstu nie mogłeś? - zainteresował się książę Igor.

- No nie bardzo. Po pierwsze ten ork* wykonuje rozkazy Cesarza i zaznacza na mapach położenie różnych ruin. Po drugie, ważniejsze: jak go wywalę bez wyraźnego powodu, to inni słudzy nie będą wiedzieli, czego się po mnie spodziewać. I zaczną się podlizywać na wyścigi. A to jest straszne.

Igorowi nie było trzeba tego tłumaczyć. Książę dobrze wiedział, o czym mowa. Widział to już pięć razy, po każdej wygranej przez Wasyla elekcji. Mniej więcej przez miesiąc zamkowi słudzy jeden przez drugiego starali się przekonać króla o swojej wierności i oddaniu. Pisali wiersze na jego cześć lub rysowali pochlebne portrety, które później przypadkiem gubili przy drzwiach do sali tronowej. Niektórzy potrafili na dachu swojej chałupy namalować „Niech żyje król!” albo powiesic na płocie płachtę z hasłem „Lud Gryflandii kocha Wasyla Niezłomnego”.

Najgorsi jednak byli ci całkowicie pozbawieni talentów pisarskich i malarskich. Oni śpiewali pieśni sławiące Wasyla, dbając przy tym o to, aby król koniecznie je usłyszał. Uboczny efekt był taki, że często słyszał je również książę. Szczególnie zapamiętał jedną, zaczynającą się od słów „Rety, rany, rety, rany, niech nam żyje król nasz umiłowany”, którą wyryczał któregoś ranka pomocnik kucharza. Igor nawet wrogom nie życzył takiego przebudzenia.

- Ojcze, a właściwie jaki to pretekst? - książę wrócił do głównego tematu rozmowy.

- Zdrada.

- Zdrada?!? Przecież za to należałoby tego zbieracza kup kamieni co najmniej zrzucić z wieży! Katowski topór albo stos też nie byłyby nadużyciem władzy.

- Eee, to nie taka zdrada - wyjaśnił Wasyl. - On malował obrazki i dla nas, i dla Pomarańczowych, ale normalnie brał od nich za to dukaty. Gdyby robił to za darmo, to co innego. Wtedy byłby dwulicową świnią, a tak jest tylko człowiekiem przedsiębiorczym.

- I nie wiedziałeś, że on u nich też zarabia? - zdziwił się książę.

- Jeszcze jedna taka sugestia, a zostaniesz bez kolacji - król nie żartował. - Masz mnie za amatora? Oczywiście, że wiedziałem. Ale plebs nie wiedział. A teraz Prezydent zadbał o to, żeby się dowiedział. Na dodatek zrobił to cudzymi rękami, co należy uznać za wpływ Duszesy, w tym przypadku pozytywny z naszego punktu widzenia. Lista komiksiarzy, którzy dostawali dukaty z Unii za panowania Pomarańczowych, została ujawniona na żądanie Niebieskich.

Igor ze zrozumieniem pokiwał głową. W tej sytuacji Niebiescy stawali się naturalnym adresatem gniewu rozwścieczonych komiksiarzy. Drugim byli oczywiście ci ich koledzy po fachu, którzy dostali najwięcej.

- No dobrze, pretekst jest. Ale chyba potrzebna jest też jakaś podstawa w kodeksach, żeby ruiniarza z Zamku wywalić?

- Będzie ta sama co zawsze - Wasyl spojrzał na syna z wyższością. - Paragraf zerowy, czyli likwidacja funkcji. Już sobie wyobrażam minę tego zdrajcy. Przychodzi do Zamku, staje przed drzwiami do swojej komnaty, a tu ściana. Bezcenne.

Król uśmiechnął się do swoich myśli. Po chwili jednak spoważniał.

- Nic więcej cię w tej sprawie nie ciekawi? - zwrócił się do Igora.

- No... Chętnie zobaczyłbym tę listę. Jestem ciekaw, kto na niej jest.

- Prawie dobrze - Wasyl wiedział, że jeden przykład jest wart więcej niż tysiąc obrazków. - Naprawdę ciekawe to jest to, kogo na niej nie ma. Szef unijnej drużyny Niebieskich doskonale wiedział, o których komiksiarzy nie wolno pytać. Podobnie jak to, że ma się interesować wydatkami Pałacu Unii, ale już nie Akademii. A przecież wiadomo, że największe pieniądze płyną tam, gdzie ich nie widać.

- A nie można o to też zapytać?

- Można. I zrobimy to, ale jak przyjdzie pora. Zapamiętaj: sztuka stawiania pytań polega nie tylko na tym, żeby wiedzieć, o co pytać, ale również na tym, żeby robić to we właściwym momencie.

* Orki były równie szpetne jak trolle, tylko trochę mniejsze. Oba gatunki podobno mieszkały w gryflandzkich lasach, ale nikt ich nie widział. A ponieważ nikt ich nie widział, każdy wiedział, jak wyglądają.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza